|

















 |
|
|
Opowieść o
Mieczysławie Wnuku...
(19.11.2006) Restauracja „U Wnuka”
zorganizowała promocję książki Mieczysława Wnuka "Z Kościeliskiej do
Anglii. Wojenna tułaczka". Spotkanie prowadzili Wojciech Szatkowski i dr
Andrew Wnuk. Patronat medialny nad spotkaniem objął Podhalański Serwis
Informacyjny „Watra”.
Foto-relacja (zdjęcia Wojciech Szatkowski i
Maciej Stasiński)
(09.11.2006) Wojciech Szatkowski: "Narciarska odyseja… - opowieść o Mieczysławie Wnuku. Czapka na bakier, granatowy sweter, biała koszula
-
wysoki zawodnik o charakterystycznym szerokim uśmiechu. To Mieczysław
Wnuk, który był w latach 30. reprezentantem klubu „Wisła” Zakopane. Jego
największym sukcesem był tytuł akademickiego mistrza świata z
Lillehammer (1939), był też mistrzem Polski w kombinacji norweskiej
(1938). Oprócz kombinacji nieźle biegał i skakał na nartach, a o jego
największych sportowych wyczynach w tej dyscyplinie opowiada niniejszy
tekst.
Mieczysław Wnuk urodził się 1 stycznia 1917 r. w Zakopanem[1]. Po
kądzieli jest jednym z prawnuków „Homer góralszczyzny” Jana
Krzeptowskiego Sabały oraz kuzynem sławnego w latach 20 biegacza,
Andrzeja Krzeptowskiego z Pięciu Stawów (z Pięciu Stawów, gdyż w dolinie
Pięciu Stawów Polskich prowadził przez wiele lat z żoną Marią schronisko
górskie). Wnuk nie osiągnął jakiś dobrych wyników jako junior, ale w
kategorii seniorów osiągnął wiele wartościowych wyników. Był czołowym
zawodnikiem Sekcji Narciarskiej zakopiańskiej „Wisły”. Specjalizował się
w kombinacji norweskiej, ale także nieźle skakał, uprawiał także z powodzeniem narciarstwo alpejskie. Wszechstronność, wiemy już o tym,
była wówczas w cenie.
W 1936 r. zajął 6. miejsce w kombinacji norweskiej na Mistrzostwach
Polski w Zakopanem-Wiśle, 6. w skokach, 6. w zjeździe panów i srebro w
sztafecie (pobiegła w składzie: Mieczysław Wnuk, Jan Bochenek, Michał
Górski i Marian Woyna-Orlewicz). W 1938 r. na Krokwi na Mistrzostwach
Polski Wnuk zdobył tytuł mistrza Polski w kombinacji klasycznej, przed
Stanisławem Marusarzem, Andrzejem Marusarzem (obaj SN PTT), Stanisławem
Wawrytko-Bukowym („Sokół” Zakopane), Janem Marusarzem i Janem Dawidkiem
(obaj SN PTT Zakopane)[2]. Zdobył także tytuł wicemistrza kraju w biegu
na 18 km, za Stanisławem Karpielem, ale przed Wawrytką-Bukowym, Edwardem
Nowackim („Strzelec” Zakopane), Andrzejem Marusarzem i Józefem Sikorą I oraz srebrny medal w sztafecie (pobiegła w składzie: Mieczysław Wnuk,
Marian Woyna-Orlewicz, Michał Górski, Tadeusz Wowkonowicz). W 1939 r. na
Mistrzostwach Polski Wnuk zajął 6. miejsce w zjeździe panów, 5. w kombinacji alpejskiej. To były ostatnie starty uzdolnionego zawodnika z Zakopanego przed wybuchem wojny. Ponieważ zawody były bardzo udane
przypomnijmy, chociaż pokrótce, tamte piękne dla polskiego narciarstwa
chwile.
FIS 1939 w Zakopanem… 8. w kombinacji norweskiej
Nasi reprezentanci prezentowali się pięknie. Naszych zawodników,
schludnie ubranych w filuterne góralskie kapelusiki z orlim piórem,
jednorzędowe marynarki, spodnie narciary oraz czerwone rękawice z
napisem „FIS”, prowadził Stanisław Marusarz. Defilada wypadła akurat w
deszczu, przez co ceremonia otwarcia zawodów FIS miała zupełnie nie
zimowy charakter. Wnuk startował w bieguna 18 km do kombinacji,
kombinacji norweskiej. Kombinacja norweska w Zakopanem potoczyła się
inaczej niż życzyliby sobie polscy kibice. Powszechnie liczono na dobry
wynik Stanisława Marusarza, który u siebie, na swojej Krokwi, miał
wygrać z Norwegami. Może presja kibiców, działaczy była zbyt duża. W
każdym razie Polacy, w tym Marusarz, wypadli w biegu do kombinacji
norweskiej bardzo słabo. Zawiodło głównie smarowanie. Jak głosi
narciarska plotka, a takich w historii polskich sportów zimowych
niemało, na słaby wynik naszych zawodników wpłynął... dowcip Zdziska
Motyki. Ten żartowniś, zakpił sobie z zawodników i kazał im smarować
narty smarem na mokre śniegi, gdy tymczasem na Gubałówce było sporo
świeżo spadłego puchu, który natychmiast poprzyklejał się do nart
naszych reprezentantów. Dowcip nie był przedniej klasy, ale ponieważ
zasłyszałem go z ust człowieka, którego darzę dużym zaufaniem, to podaję
go powszechnej opinii, dla dodania pikanterii tzw. „tekstowi
właściwemu”.
Za to Polacy wypadli w konkursie skoków do kombinacji norweskiej
znakomicie. Wygrał je Stanisław Marusarz, który mimo obniżonego rozbiegu
skakał znakomicie (miał skoki powyżej 70 m: 73,5 i 71,5 m, notę 227,5
pkt, aż o blisko 13 punktów wyprzedził Niemca Lahra. Trzeci był Andrzej
Marusarz, ze skokami na 64 i 65 m, notą 208,1 pkt. Mieczysław Wnuk w skokach zajął wysoką 8. pozycję, ze skokami na 62, 65 m, notą 192,9 pkt.
Konkurs skoków do kombinacji obfitował w kilka sensacji. Wielka Krokiew
okazała się zbyt trudna dla norweskich asów - upadł Hoffsbakken, będący
nadzieją Norwegów na złoty medal w tej konkurencji (był 2. w biegu na 18
km, a więc przy dobrych skokach miał szanse nawet na złoty medal- przyp.
Autora), upadł i drugi Norweg Odden oraz Szwed Westberg. W tych
warunkach wiadomo już było, że zwycięzcą kombinacji został zawodnik
niemiecki Gustl Berauer. Tak też się stało. Skoki oglądnęło na stadionie
sportowym PZN około 12 tysięcy kibiców.
Tabela wyników biegu złożonego
- kombinacji norweskiej
(bieg na 18 km i
skoki) Mistrzostw Świata FIS w Zakopanem w 1939 r.
|
Zawodnik |
Kraj |
Nota
za bieg |
Nota
za skok |
Nota
łączna |
|
1. Gustl Berauer |
Niemcy |
223,5 pkt. |
206,1 pkt. |
429,6 pkt. |
|
2. Adolf G. Sellin |
Szwecja |
223,5 pkt. |
203,1 pkt. |
426,6 pkt. |
|
3. Magnar Fosseide |
Norwegia |
231 pkt. |
191,4 pkt. |
422,4 pkt. |
|
4. Andrzej Marusarz |
Polska |
202,5 pkt. |
208,1 pkt. |
410,6 pkt. |
|
5. Gunter Meergans |
Niemcy |
210 pkt. |
198,5 pkt. |
408,5 pkt. |
|
6. Christian Merz |
Niemcy |
202,5 pkt. |
200,6 pkt. |
403 pkt. |
|
7. Stanisław Marusarz |
Polska |
164,43 pkt |
227,5 pkt. |
391,93 pkt. |
|
8. Mieczysław Wnuk |
Polska |
198,75 pkt. |
192,9 pkt. |
391,65 pkt. |
|
9. Adi Gamma |
Włochy |
208,5 pkt. |
181,8 pkt. |
390,3 pkt. |
|
10. Hans Lahr |
Niemcy |
174 pkt. |
214,8 pkt. |
388,8 pkt[3] |
Warto zauważyć jaki
był poziom polskiej kombinacji norweskiej w tym okresie. Przytoczmy
wyniki kombinacji norweskiej, poza czołową „dziesiątką”: 11. był Orlewicz, 16. Władysław Roj, 17. Michał Górski, 18. Anatol Grandfeld,
19. Stanisław Sowiński, 21. Adam Becker - Gewont, 23. Teodor Dawidem,
24. Jan Marusarz, 26. Jan Dawidem, 27. Franciszek Marduła i 28. Józef
Bursa - jak widać 14 polskich zawodników zmieściło się do czołowej „30”.
To był już wynik świadczący o wysokim poziomie naszych reprezentantów.
Mimo, że startowali u siebie, znali w związku z tym i trasy biegowe i
skocznię, to jednak, zwłaszcza obaj Marusarze i Wnuk potrafili nawiązać
wyrównaną walkę z najlepszymi na świecie zawodnikami skandynawskimi i
Niemcami, którzy zaczęli wyrastać wtedy na potęgę w kombinacji
norweskiej. W konkursie skoków Wnuk nie wziął już udziału, gdyż z ekipa
polską wyjechał wcześniej na zawody akademickie w Trondheim i
Lillehammer.
To i owo o dawnej technice skoków narciarskich…
Przy okazji tekstu o Mieczysławie Wnuku warto zająć się techniką skoków
narciarskich w opisywanym okresie, czyli w latach 20. i 30., tym
bardziej, że nie są to informacje powszechnie dostępne i znane. Pierwsi,
jeszcze w XIX wieku, „szlifowanie” techniki i dążenie do tego, by
skoczyć jeszcze dalej, ale i piękniej, wprowadzili Norwegowie. Słynne
było ich lądowanie telemarkiem. Jednym z pierwszych, którzy posiadł
znakomite umiejętności techniczne był Sondre Nordheim (1825 - 1897). Ten
mieszkaniec Ǿverbǿ w Dolinie Morgedal zwyciężył w zawodach w Christianii
(dawna nazwa Oslo), i podobno zimą codziennie używał nart, ponieważ był
z zawodu cieślą i robotnikiem leśnym. Najdłuższy swój skok na 30,5 m
Nordheim oddał na Husebybakken. Było to w roku 1860. Przez ponad 30 lat
był to rekord nie pobity przez żadnego ze skoczków. Natomiast podczas
zawodów na skoczni w Brunkebergu w południowej Norwegii, Nordheim
skoczył 19 metrów. Był to pierwszy oficjalny rekord świata w skokach
narciarskich. Podobno, dla doskonalenia techniki skoku, mieszkańcy
Doliny Morgedal, gdzie mieszkał Nordheim, skakali z dachów swoich domów!
Ponoć nawet z wysokości 10 m, a co ciekawe tradycja takich wskoków
powróciła ostatnio, o czym mówiła mi Dyrektor Muzeum Narciarstwa w
Morgedal, Anne Goethe Bakke. Tak więc mieszkańcy uroczego Morgedal
nawiązują do swoich dawnych tradycji.
Tak piękno skoku i Nordheima opisał świetny polarnik norweski i miłośnik
narciarstwa - Fridtjof Nansen:
Jeżeli chcemy wykonać skok wtedy trzeba wyszukać skocznię stworzoną
przez naturę lub też zrobić ją ze śniegu. Przejeżdżając przez nią w
szalonym pędzie można robić dłuższe i krótsze podróże powietrzne. Często
przedłuża się skok, przedłużając rozbieg. Można w ten sposób fruwać
przez powietrze 20 do 25 metrów, a istnieją narciarze, którzy potrafią
skakać nawet i dalej. Wiemy o narciarzu z Telemark, Sondre Auersenie
Nordheimie, że skoczył on ze skały i stanął na dole na obu
nogach...Podczas szybowania przez powietrze jedni trzymają się prosto
jak świeca, inni siadają w kucki. Jest w zwyczaju, iż skoczek znalazłszy
się na dole wysuwa prawą nogę przed lewe kolano, jadąc dalej w szalonym
tempie. Wielu upada po takiej powietrznej podróży... Skok wprawnego
narciarza jest jednym z najdumniejszych widowisk, jakie istnieją na
ziemi... Jeden skoczek szybuje w powietrzu lepiej niż inny, bardziej
elegancko i widzowie wstrzymują dech w piersiach, czekając w napięciu aż
znajdzie się on na dole. Witają go potem, gdy ma skok ustany,
niekończącym się entuzjazmem. Gdy upadnie, czeka go huragan drwiącego
śmiechu. Kto choć raz był świadkiem zawodów na Huseby koło Christianii,
ten nigdy tego nie zapomni[4].
Tyle Nansen. Pierwszymi, którzy próbowali skoków narciarskich byli więc
Norwegowie. Ich technika, zwana „telemarkową” to ciało wyprostowane, a w powietrzu skoczek wykonywał „wiatrakowe” ruchy ramion. Tak skakał nawet
na zawodach w Oslo norweski następca tronu. Niedługo potem w ich ślady
poszli Szwedzi i Finowie. Jedne z pierwszych zawodów w skokach
narciarskich odbyły się ok. 1860 r. w Norwegii, niedaleko Oslo na Husebybakken, a zawodnicy z Telemarku na długo byli niedościgłymi
mistrzami długich narciarskich lotów, a zwłaszcza eleganckiego lądowania
„telemarkiem”, które do dzisiaj jest najwyżej oceniane przez sędziów.
Natomiast pierwsza większa skocznia narciarska z prawdziwego zdarzenia w Norwegii została zbudowana w Holmenkollen. 31 stycznia 1892 r. rozegrano
na niej pierwszy konkurs skoków, a pierwszym rekordzistą został Arne
Ustvedt który skoczył 21,5 metra. Skocznia ta jest używana do dzisiaj.
Sukcesy i piękne technicznie skoki Norwegów były gorąco komentowane w całej Europie i poza jej granicami.
W Szwecji zawody w skokach dla młodzieży przeprowadzono po raz pierwszy
w 1877 r. Podobnie było w Finlandii. Na ponad 50 lat Finowie i Szwedzi
oraz inne narody pozostały jednak w cieniu Norwegów, którzy byli
mistrzami w skokach. Poza Skandynawią skoki najwcześniej znalazły
uznanie w Austrii. Technikę jednak przez cały czas podpatrywano od
zawodników norweskich.
Już w roku 1892 na zawodach narciarskich w Műrzuschlag w Austrii
rozegrano konkurs skoków. Sensację wzbudził w nim zwycięzca, piekarz
Samson, z pochodzenia Norweg z Telemarken, który oddał skoki na 12 i 14
metrów. W tym samym czasie skoki zaczęły się cieszyć coraz większym
zainteresowaniem w Szwajcarii i pozostałych krajach alpejskich.
Gwałtowniejszy ich rozwój nastąpił po pierwszej wojnie światowej. Zmiany
dotyczyły głównie stylu. Zaniechano więc z czasem skoków z podkurczonymi
nogami, w stylu „opp-traeken”, bardzo popularnych ongiś w Norwegii.
Zaczął też stopniowo zanikać styl telemarkowy, zwiększało się za to
wychylenie skoczka w powietrzu. W tym też okresie notujemy początki tej
konkurencji w naszym kraju. Nasi skoczkowie, jak widać na zdjęciach,
nadal skakali, wzorem najlepszych Norwegów, stylem „telemarkowym”..
W latach 20. styl skoków narciarskich zaczął się powoli zmieniać.
Ciekawe wnioski można wyciągnąć po przegrzebaniu starych archiwów. O ile
nie nabawimy się jakiejś alergii od archaicznych pyłków, zgromadzonych
między pradawnymi niemal kartami i zdjęciami, grypy od mrozów,
panujących w archiwum i o ile nie przywali nas archiwalna półka, to
możemy co nieco podedukować. A więc. W archiwum SN PTT natrafiłem na
zdjęcia ze skoków w Holmenkollen. Analiza zdjęć z konkursu „Holmenkollenrennene”
z 1921 r. (patrz zdjęcia w tekście) pozwala wyciągnąć moim skromnym
zdaniem, ciekawe wnioski. Obok skaczących starym stylem telemarkowym
zawodników, pojawił się Narve Bonna, który zdecydowanie zwiększył w stosunku do swoich reprezentacyjnych kolegów, wychylenie do przodu
podczas skoku, a ręce miał ugięte w łokciach po wybiciu. Widać, że to
zupełnie nowe skakanie. Pozostali Norwegowie: Oestby, Haug, Stromstad,
Hoegvold - osiągnęli z pewnością krótsze odległości. Już na I Zimowych
Igrzyskach w Chamonix Norwegowie, zwłaszcza Bonna i Thams,
zaprezentowali ten nowy styl skakania, zwany aerodynamicznym. Zwiększyli
wychylenie ciała do przodu, zmniejszając jednocześnie częstotliwość
pracy ramion w powietrzu, czyniąc te ruchy bardziej płynnymi. To dało
efekty - Thams zdobył olimpijskie złoto, a Bonna srebro. Thams rozpoczął
już wtedy swój słynny pościg i „polowanie” na 70 m, zakończone ciężkim
upadkiem na skoczni w Saint Moritz. Był najlepszym skoczkiem lat
dwudziestych.
Ciekawe jest zdjęcie w zbiorach klubu SN PTT 1907 Zakopane, pokazujące
skok norweskiego trenera Bengta Simonsena na Krokwi w Zakopanem.
Ewidentnie widać ułożenie nart skokowych w kształt litery V. Widać
gapiów, którzy wpatrują się z namaszczeniem w Norwega, którzy skakał
inaczej niż inni…To musiała być niezła sensacja.
Nowy styl skakania wprowadzili w latach 30. słynni bracia Ruudowie z Kongsbergu, a zwłaszcza podwójny mistrz olimpijski Birger Ruud.
Wprowadził on na ZIO w Garmisch-Partenkirchen nowy typ skoku. Po wyjściu
z progu załamywał się w biodrach, tak by przyjąć jak najbardziej
aerodynamiczną sylwetkę, a po osiągnięciu punktu kulminacyjnego lotu
przestawał „wiatrakowo” machać rękami, zatrzymując ręce zgięte w
łokciach aż do momentu lądowania. Słynął z idealnego, równiuteńkiego
prowadzenia nart w locie i był czołowym „estetą skoków” lat 30 i 40.
Nowy styl wprowadził także japoński skoczek Shinji Tatsuta, który w
Ga-Pa miał najdłuższe skoki na 73,5 i 77 m (ten drugi to najdłuższy skok
w konkursie). Skaczący z numerem 15 Japończyk kładzie się na narty jak
jego rodak Funaki w pamiętnym roku 1998, a ręce ma wyciągnięte przed
siebie. Gdyby skoki ustał (a miał upadek) byłby na olimpijskim podium. W
każdym razie to był nowy styl skakania, rozwinięty dopiero ok. 20 lat
później. Pewne jest jedno - w 1936 r. olimpiada pokazała, że w
dziedzinie narciarskiej techniki dokonał się znaczący postęp.
Jak skakali na tle Norwegów Polacy? Do drugiej połowy lat 20 większość
polskich skoczków skakała stylem „telemarkowym”, ale wśród nich
wyróżniali się: Stanisław Gąsienica-Sieczka, który „kładł” się na deski
i był wielokrotnym rekordzistą Polski. Bronisław Czech wprowadził
znakomite opanowanie techniki skoku aerodynamicznego. Zdjęcie Romana
Serafina, mistrza aparatu fotograficznego, pokazuje mistrzowską klasę
Czecha, który głęboko wychylony na skokówki, równo prowadzi narty.
Niezwykle dynamicznie skakał Stanisław Marusarz, którego jednak zbyt
wielkie załamanie w biodrach powodowało iż często otrzymywał niższe noty
od sędziów. Popularny w latach 30. skoczek z Zakopanego lubił też
loopingowe skocznie, a nieraz na Krokwi, ku zmartwieniu kolegów,
nadsypywał na progu loopingi ze śniegu. Często przeskakiwał skocznie.
Andrzej Marusarz pięknie wychylał się w czasie lotu, jak i Jan Kula, czy
Izydor Łuszczek. Mieliśmy także grupę bardzo uzdolnionych juniorów. Lata
30. to jeden ze złotych okresów w historii polskich skoków narciarskich.
Na Akademickich Mistrzostwach Świata w Trondheim (1939)… złoto w kombinacji norweskiej…
Powracamy teraz do postaci Wnuka. Grupa polskich zawodników, wprost z Zakopanego dotarła do Trondheim. Zawody miały rangę akademickich
mistrzostw świata. Marian Woyna-Orlewicz tak wspomina te zawody: - W Lillehammer czułem się wtedy w życiowej formie. Przed startem prosiłem
tylko jednego z kolegów: - Słuchaj, nie wiem jaka jest trasa, chcę
wiedzieć kiedy mam zacząć finisz, więc podejdź te 3 km przed metę i stój
tam, bo jak ciebie zobaczę to zacznę finisz. Zgodził się. Dobrze
nasmarowaliśmy narty. Nasmarowałem sobie i Wnukowi. Masę narciarzy źle
wtedy wysmarowało, zdejmowali po drodze narty, bo im lodziło. Byłem
trzeci, sekundę straciłem do drugiego, Fina Mekkinena, a wygrał bieg
Dalqvist, który był w Polsce na FIS - ie w Zakopanem. W biegu na 18 km
do kombinacji startowało 3 Polaków: Orlewicz, Wnuk i Górski[5].
Konkurs skoków do kombinacji wygrał Norweg Strindberg (skoki 47 i 48 m,
Wnuk w łącznej klasyfikacji zajął 5 miejsce (40,5 i 46 m, nota 201,2
pkt.) a Orlewicz był szósty(48,5i 41,5 m, nota 198,8 pkt., a Górski
siódmy (40,5 i 45,5 m, nota 171 pkt[6]). Orlewicz dodaje: - Wtedy Mietek
Wnuk wygrał kombinację w Lillehammer, ja byłem drugi. Po biegu były
skoki do kombinacji na skoczni w Lillehammer. W Lillehammer skocznia
była bardzo nieprzyjemna, nietypowa, bo miała bardzo długi, płaski
rozbieg, gdzie narciarz długo jedzie i jedzie, potem bardzo płaski
zeskok. To powodowało bardzo trudne i ciężkie lądowanie. Ustaliliśmy z
Wnukiem: - Skaczemy ostrożnie, by nie stracić w razie upadku punktów, bo
mamy szansę na dwa pierwsze miejsca! Ale on był młodszy i poszedł na
całego i wygrał kombinację. Polskie gazety sportowe donosiły: - W
okresie niepowodzeń zakopiańskich narciarzy, ze specjalną przyjemnością
notujemy sukces akademików na ich światowych mistrzostwach. Raz już
mieliśmy tu najwyższy tytuł w kombinacji norweskiej. Dzisiaj sukces jest
podwójny, gdyż dwa pierwsze miejsca zajęli Wnuk i Orlewicz. Polska ma
więc akademickiego mistrza świata. Na rozdaniu nagród doszło do zabawnej
sytuacji, na zdjęciu widać dwóch Polaków stojących na podium, gdyż
trzeci Norweg spóźnił się na rozdanie nagród. Być może było mu też
trochę wstyd, ze u siebie przegrał z Polakami (na zdjęciu widać tylko 2
zawodników, trzecie miejsce podium jest puste, a u Kapeniak jest
adnotacja iż trzeci z zawodników spóźnił się na rozdanie nagród - przyp. W.S). To był ostatni przedwojenny start Mieczysława Wnuka.
„Groupe skier des Etudients Polonais”…czyli Polacy we Francji
Po kampanii wrześniowej, a potem klęsce Francji spora grupa
zakopiańskich narciarzy znalazła się w okolicach Grenoble, byli to,
między innymi: bracia Rzegocińscy, Bałukowie, Kuliński, Biernacki, Józef
Szczepaniak i Mieczysław Wnuk. Przy CAF (Club Alpin Francais) zawiązali
rychło „Groupe skier des Etudients Polonais”, co, jak podaje Kapeniak,
pozwalało im na starty w zawodach narciarskich. W styczniu 1941 r. nasza
grupa „studencka” wystartowała w slalomie w Lans. Na ponad 50 zawodników
najlepszy okazał się Józef Szczepaniak, drugi był Wnuk, a w pierwszej
dziesiątce znalazło się czterech Polaków. Biorąc pod uwagę poziom
narciarstwa alpejskiego we Francji, który był bardzo wysoki, ten wynik
należy uznać za spory sukces. W miejscowości Villard, na kolejnych
zawodach narciarskich, tym razem w biegach narciarskich, najlepszy
okazał się Wnuk, a w biegu zjazdowym wygrał ex aequo z Żegocińskim. Tak
więc Polacy z Zakopanego, przedwojenne „Tatrzańskie diabły”, pokazały we
Francji przysłowiowy „lwi pazur” po raz drugi. Dobra passa „studentów”
trwała nadal. Na marcowych zawodach CAF we Requin de Chamrousse
najszybszy okazał się Szczepaniak, pobił byłego zwycięzcę tych zawodów
Andre Jeanneta, warto dodać - byłego mistrza Francji w skokach i
kombinacji klasycznej. W slalomie Bałuk był trzeci, a w kombinacji
alpejskiej Szczepaniak drugi za Francuzem J. Blaue[7]. W zawodach w
skokach narciarskich „Grand Prix des Aloes” Szczepaniak był drugi za
słynnym narciarzem, mistrzem Francji, Jamesem Couttetem. Potem grupa
studencka uległa rozpadowi: Szczepaniak osiadł na stałe w Chamonix pod
Mont Blanc, stając się członkiem miejscowego ruchu oporu, mając w
związku z tym wiele niesamowitych przygód[8], Żegociński i reszta grupy
pozostała w Grenoble. W 1942 r. Wnuk na zawodach w Autrans zajął w
skokach trzecie miejsce, a Żegociński piąte. W slalomie Wnuk był
pierwszy, a jego kolega drugi. Okręg Grenoble postanowił wówczas
zaangażować Wnuka jako trenera skoków narciarskich i biegów. Wnuk mógł
jako trener nadal startować w zawodach narciarskich i czynił to z
dobrymi wynikami.
Także wiele ciekawostek związanych z wojennymi losami zakopiańskich
narciarzy opisał Józef Kapeniak: - Nagle Okręg Grenoble Federacji
Francuskiej angażuje Wnuka na trenera skoków i biegów. Trener bierze
udział w różnych mistrzostwach okręgu Grenoble. I tak w Alp d' Huez Wnuk
zajął drugie miejsce w skokach, po byłym mistrzu Francji W. Jeandelu.
Później w Chamonix na wielkiej skoczni, w walce z francuską czołówką
Szczepaniak z najdłuższym skokiem dnia, 61 metrów, uplasował się na
drugim miejscu, tuż za sławnym Couttetem. Wnuk był piąty, ze skokami po
56 metrów. Mała ciekawostka z tego konkursu: Alpy Francuskie były w tym
czasie okupowane przez włoską armię. W konkursie brali również udział
żołnierze włoscy. Również Włoch zapowiadał skoczków. Przy nazwiskach
polskich zawodników dodawał „Polotne”, co wywoływało oklaski tak
publiczności francuskiej, jak i żołnierzy włoskich, lecz stwarzało
niebezpieczeństwo, że sprawą tą mogą zając się władze okupacyjne. Może
dlatego nie dopuszczono Polaków do akademickich mistrzostw Francji, choć
w poprzednich zimach brali w nich udział. Jedynie Wnuk został
dopuszczony do biegu sztafetowego w narciarskich mistrzostwach Francji w
barwach okręgu Dauphine. Przy równoczesnym starcie dwunastu, pierwszy na
wspólny tor wbiegł Wnuk, a tuż za nim Francuz Gindze, który poprzedniego
dnia wygrał „osiemnastkę”. Po zażartej walce Wnuk wygrał etap z przewagą
dwóch sekund[9]. Potem wygrał zawody Grand Prix des Aloes w biegu na 15
km, w skokach czwarty, a osiągnął też pierwsze miejsce w kombinacji
norweskiej, w alpejskiej był czwarty. W 1943 r. startował w Grand Prix
de la Legion de Briangou, gdzie wygrał skoki, bieg i kombinację
norweską, pozostawiając w pobitym polu tak dobrych francuskich
narciarzy, jak: Bozon, Masson, Schmidt, Cottage i wielu innych. W
kombinacji alpejskiej zajął trzecie miejsce.
We wrześniu 1943 r. czwórka Polaków - Wnuk, Żegocińscy i Pincet -
przekracza granicę w Pirenejach i przedziera się przez Hiszpanię do
Gibraltaru, by po kilku miesiącach zdobyć Krzyże Walecznych w dywizji
gen. Stanisława Maczka w bitwie pod Falaise[10]. Jak widać tamtym
narciarzom starczyło odwagi i fantazji nie tylko na narciarskie szusy!
Byli gorącymi patriotami i tego właśnie wątku, patriotycznego, nie może
zabraknąć w mojej opowieści. Mieczysław Wnuk mieszka obecnie w Trenton
(w stanie New Jersey w Stanach Zjednoczonych). Szykuje się wydanie
książkowe jego wspomnień, które już niedługo w restauracji „U Wnuka”
będziemy mieli okazję wziąć do rąk i poczytać. Jest to książka o
wiecznie uśmiechniętym skoczku z Zakopanego, o kolejnym z „tatrzańskich
diabłów”! W książce w sposób niezwykle ciekawy zostały opisane wojenne
wspomnienia Mieczysława Wnuka.
Mieczysław Wnuk - wyniki sportowe: Akademicki mistrz świata w kombinacji
norweskiej z Lillehammer (1939)., mistrz Polski w tej konkurencji
(1938), czterokrotny wicemistrz kraju: na 18 km (1938), i w sztafecie 4.
razy 10 km (1937-1939), uczestnik Mistrzostw Świata: 1938 - Lahti - 21.
kombinacja klasyczna, 8. sztafeta, MŚ 1939 Zakopane: 59 w biegu na 18 km
do kombinacji norweskiej z czasem 1.16,54, 8. w kombinacji norweskiej.
WOJCIECH SZATKOWSKI
MUZEUM TATRZAŃSKIE
Foto-relacja - (zdjęcia z roczników przedwojennych PZN, książki Józefa
Kapeniak Tatrzańskie Diabły, zbiorów rodzinnych):
[1] Taką datę podaje W. Zieleśkiewicz, Encyklopedia sportów zimowych,
Warszawa 2002, s. 230.
[2] Wyniki Mistrzostw Polski - Zakopane 1938 za: Józef Zubek,
Zestawienie narciarskich mistrzów Polski w latach 1920-1960, xero w
zbiorach autora.
[3] Wyniki kombinacji norweskiej - MŚ FIS Zakopane 1939 za: FIS 1939
Zakopane, album PZN, Warszawa 1939, s. 64.
[4] Za: S. Zięba, Śladami dwóch desek, Kraków 1955, s. 313-314.
[5] Wyniki biegu na 18 km do kombinacji norw. AMŚ w Trondheim, 19 - 26
luty 1939 r. 1. Fyr Dahlstedt (Szwecja) - 1.07,48, 2. Risto Maekinen
(Finlandia) - 1.08,34, 3. Marian Orlewicz (Polska) - 1.08,35, …6.
Mieczysław Wnuk (Polska) - 1.09,44,…8. Michał Górski (polska) - 1.10,38.
Tak więc wszyscy trzej Polacy zmieścili się do czołowej „dziesiątki”
tych zawodów w biegu na 18 km, co dawało szanse na uzyskanie wysokiej
lokaty w kombinacji norweskiej, toteż się stało - przyp. Autora.
[6] Art „Polak mistrzem akademickim świata”, opisuje dokładnie wyniki
biegu na 18 km i skoków do kombinacji, b.d., ze zbiorów Mariana
Woyny-Orlewicza.
[7] J. Kapeniak, Tatrzańskie diabły…s. 202.
[8] Życiorys Józefa Szczepaniaka pod tytułem „Janosik z Chamonix”
zostanie opublikowany niedługo - przyp. Autora.
[9] J. Kapeniak, Tatrzańskie diabły, Warszawa 1971, s. 203.
[10] J. w., s. 204
Zdjęcia i tekst
udostępnione dzięki uprzejmości P. Wojciecha Szatkowskiego
i PODHALAŃSKIEGO SERWISU
INFORMACYJNEGO WATRA
|